Manifest Chcemy wspierać ludzi mądrych i odważnych

Radny Paweł Ciesielski - wywiad

"Mam sporo uwag do funkcjonowania naszego samorządu. Wraz z grupą radnych staramy się patrzeć władzy na ręce, a to nie jest zawsze mile widziane w samorządzie"  - mówi Paweł Ciesielski.

Z radnym Lidzbarka Welskiego, leśnikiem i muzykiem rozmawiamy o trudach funkcjonowania małych samorządów.

Jest pan jednym z częściej ocenianych radnych na forum portalu Radni.pl. Oznacza to, że pana praca jako radnego wywołuje wiele emocji w gminie Lidzbark. Zbiera pan pochlebne opinie, jak i dość nieprzychylne. Z czego to wynika? Skąd te dość emocjonalne i skrajne oceny? Czy to efekt pańskiej krytyki władzy samorządowej i wytykania jej błędów?

Na forum zostało pomieszane życie radnego z życiem prywatnym, ale widocznie niektórym internautom brakuje argumentów merytorycznych, dlatego sięgają do spraw prywatnych. Tyle na temat wydawanych ocen. Natomiast jako radny robię wszystko, co mogę na rzecz mieszkańców okręgu, który mnie wybrał i dla całej gminy. Moja postawa jako radnego może budzić pewne kontrowersje, bo nie pozwalam sobie na to, aby mną manipulowano. Nigdy nie zdarzyło się, żebym został zmanipulowany i abym był traktowany jak marionetka. Być może dlatego nie jestem lubiany przez niektórych moich kolegów radnych.

Czy na to może mieć wpływ sytuacja w samorządzie Lidzbarka? Może chodzi o relacje między radnymi popierającymi władze gminy i o tę część radnych, którzy wytykają jej błędy? 

Od początku tej kadencji mnie i części radnych nie podobało się to, jak jest sprawowana władza w gminie. Mam na myśli to, jak funkcjonuje rada miejska i jaki sposób rządzenia przyjął obecny burmistrz. Kontrowersje budziło np. konstruowanie budżetu i wydawanie niezaplanowanych pieniędzy, pojawiających się nagle z różnych "oszczędności", które można lepiej spożytkować. Z mojej inicjatywy zawiązał się nowy klub radnych - "Klub Zrównoważonego Rozwoju Gminy". Na 15 radnych w radzie, do tego klubu przystąpiło 8-u z nich, 7-u nadal popierało burmistrza. Odbyły się rozmowy na temat współpracy w radzie, po czym niektórzy z radnych zdecydowali się znów przejść na stronę burmistrza. Obecnie układ sił w radzie wygląda tak, że 9-u radnych popiera burmistrza, w Klubie jest 6-u radnych.

I dlatego na różnych forach internetowych jest pan krytykowany? Za patrzenie władzy na ręce?

W pracy zawodowej, a jestem leśniczym leśnictwa Słup od 19 lat, jak i w pracy w samorządzie, nie zamierzam ulegać wpływom i brać udziału w jakiejś prywacie, a tak należy określić niektóre działania niektórych radnych. Celem ich działań - moim zdaniem - są wyłącznie ich własne interesy, a nie korzyść mieszkańców gminy. Nie podobało mi się to i dlatego powstał klub radnych. Innym punktem zapalnym, który wywołał  niemałą wojnę w gminie był fakt, że burmistrz w ramach szukania oszczędności, zdecydował się na przekształcenia kilku szkół wiejskich w miejscowościach Słup, Kiełpiny i Wąpiersk. Moim zdaniem oszczędności w budżecie można znaleźć w wielu innych miejscach, można próbować zdobywać pieniądze z zewnątrz, a to akurat w naszej gminie kuleje. Nie powinno się przeprowadzać pewnych działań kosztem szkół na wsi. Na 5 szkół wiejskich 3 z nich zostaną przekształcone, a ich organem prowadzącym już nie będzie gmina tylko stowarzyszenia. Początkowo burmistrz zamierzał przekazać te szkoły obcemu stowarzyszeniu "Edukator" z Łomży.
Przeprowadziliśmy szereg zebrań wiejskich z mieszkańcami, wszyscy byli oburzeni i przeciwni tym zmianom. Uważam, że z reguły w gminach wiejsko-miejskich wiele zmian odbywa się przede wszystkim kosztem mieszkańców wsi, wieś traci na tych zmianach najbardziej. Ale udało się, burmistrz odstąpił od swego pomysłu i dał rok czasu na to by, w tych trzech wsiach powstały stowarzyszenia, które przejmą szkoły. Tak się stanie w mojej miejscowości - Słup, powstało tu stowarzyszenie i od 1 września będziemy przejmować naszą szkołę. Jako radni staramy się patrzeć władzy na ręce, a szczególnie na to, jak wydaje się w gminie pieniądze.

Na ostatniej sesji Rady Miejskiej pan wraz z grupą radnych opuściliście obrady. Dyskutowano wówczas na temat zmiany granic obwodów w okręgach wyborczych na terenie gminy.

Moim zdaniem to kolejny przykład na prywatę, na działanie "pod siebie", a nie na rzecz mieszkańców. Nowelizacja ustawy "Prawo wyborcze"
narzucała nam pewne zmiany, okręgi jednomandatowe, spójne i niepodzielone, pewne parametry dotyczące np. liczby mieszkańców. Do tego
należało stworzyć uchwałę dostosowującą przepisy do naszej rzeczywistości. Taką propozycję przygotował sekretarz gminy jako przedstawiciel burmistrza. Ten projekt został przedstawiony na wspólnym posiedzeniu komisji, wcześniej ten dokument otrzymał komisarz wyborczy w Elblągu. Wszystko wydawało się, że jest w porządku. Na wspólnym posiedzeniu komisji projekt zakwestionowali dwaj radni z grupy popierającej burmistrza, którzy mieli swoje uwagi. Wtedy w głosowaniu 13 radnych było "za". Już na sesji, kiedy miała być głosowana uchwała, przewodniczący rady przedstawił radnym zupełnie nowy, nieomawiany
projekt uchwały. Projekt faworyzował obu niezadowolonych radnych. Jeden z nich pozbył się miejscowości, w której miał małe szanse na wygraną. Drugi z radnych, dzięki zmianom w obwodzie wyborczym, ma większe szanse w przyszłych wyborach. Dokument w tej sprawie radni otrzymali tuż przed głosowaniem. Nie był on w ogóle opiniowany przez komisje, a  przecież materiały powinny być dostarczone radnym na 7 dni przed sesją. My je otrzymaliśmy tuż przed głosowaniem, z jakimś niedbałym uzasadnieniem ze strony przewodniczącego. W tym momencie wstałem i powiedziałem, że nie można w ten sposób traktować radnych i samorządu, i że nie będę w czymś takim uczestniczył. Wraz z radnymi klubu wyszliśmy z sali, a pozostali radni zagłosowali za nowym projektem uchwały. To ciekawe, że tydzień wcześniej Ci sami ludzie głosowali na wspólnej komisji na "tak" za innym projektem, a na sesji poparli zupełnie inny. Jako radni wysłaliśmy nasze zastrzeżenia do komisarza wyborczego. Wysłaliśmy protest do wojewody w sprawie głosowania, gdy na sali nie było już części radnych. Nie wiemy jakie są losy naszego pisma. Ale ta sytuacja pokazuje jak działa samorząd Lidzbarka

A co pana zdaniem jest teraz najważniejsze dla miasta i gminy? Na czym powinna się skupić?

Gmina zbyt mało aktywnie stara się o pieniądze unijne, choć niektóre z inwestycji sportowych czy rekreacyjnych otrzymały dofinansowanie z Unii. Drogi w gminie są w katastrofalnym stanie, to odstrasza potencjalnych inwestorów, którzy chcieliby tu zainwestować swoje pieniądze. Są duże możliwości, żeby w gminie rozwijać działalność rekreacyjną i turystyczną. Mamy duży potencjał, przy czym park krajobrazowy jest tu pewnym utrudnieniem, bo nie wszystko i nie wszędzie da się zrobić. Duży bałagan panuje w kwestii granic między Lidzbarkiem a przylegającymi do miasta wsiami. Nie ma wyraźnie oddzielonych granic. Coś co odstrasza inwestorów to brak planu zagospodarowania przestrzennego gminy. Nikt nie zechce tu zainwestować, jeśli nie będzie wiedział jakie jest
przeznaczenie terenu. Może się okazać, że tam gdzie stoi jego firma, gmina zamierza przeznaczyć grunty na osiedle domków jednorodzinnych. Nawet miejscowym firmom utrudnia się życie. Jakiś czas temu pozwolono jednemu z przedsiębiorców otworzyć magazyn ze środkami ochrony roślin, paszami itd., w pobliżu rozrosło się osiedle mieszkaniowe, a na drodze z polbruku, wiodącej do magazynu stawia się znaki ograniczenia tonażu - do 10 ton. Firma jest  praktycznie odcięta od świata. Najpierw się daje pozwolenie na działalność a potem utrudnia się takiemu przedsiębiorcy życie, najlepszym rozwiązaniem byłoby wówczas, aby ta firma wyniosła się gdzieś poza miasto.

Na koniec jeszcze o pana zainteresowaniach. Jest pan na co dzień leśnikiem w leśnictwie Słup, od kilku dobrych lat prowadzi pan również Zespół Sygnalistów Myśliwskich Nadleśnictwa Lidzbark, który ma na swoim koncie liczne sukcesy.

- Gramy na dużych i małych rogach myśliwskich, sygnały myśliwskie i fanfary. Mamy też zestaw innych instrumentów - jak trąbki, waltornia, puzon tenor i tuba. Zespół wykonuje bardzo szeroki przekrój utworów, bo nawet utwory muzyki klasycznej - m.in. Haendla i Bacha. Co roku gramy podczas nabożeństw kościelnych - m.in podczas Pasterki i Rezurekcji. Uczestniczymy w oprawie uroczystej Mszy Hubertowskiej, gdzie gramy do 9-u utworów. Każdego roku bierzemy udział w 5-6 festiwalach muzyki myśliwskiej. Oczywiście "Róg Wojskiego", czyli mistrzostwa Polski zespołów muzyki myśliwskiej. Turniej odbywa się co roku w innym miejscu, w ubiegłym roku byliśmy w Rzeszowie i Łańcucie. Startowaliśmy tam w klasie "B" i zdobyliśmy pierwsze miejsce i mistrzostwo Polski. W kategorii Muzyki Salonu Hubertowskiego, gdzie dopuszczone są różne formy muzyczne, zajęliśmy drugie miejsce. W tym roku wybieramy się również na kilka festiwali, pierwszy w maju - w Brodnicy, a potem mistrzostwa Polski "Róg Wojskiego", które tym razem odbędą się w Krakowie.

Dodaj komentarz